9 wrz 2013

Pamiętnik z wakacji

Project Life - album z wakacji

Scrapbooking daje bardzo dużo możliwości oprawy pamiątkowych zdjęć. Oprócz pojedynczych kart LO, można pokusić się na ręcznie robione albumy, albo modne ostatnio PROJECT LIFE - codzienne zapiski z naszego życie lub notatniki typu smash, zarówno te oryginalne jak i ręcznie robione (dużo ciekawsze). Przy tych wszystkich możliwościach tradycyjne albumy są nudne. 

Chcę Wam pokazać, coś co można określić jako wakacyjny project life. Początkowo miał to być tylko zeszyt na notatki, ale ostatecznie powstał pamiętnik z miejscem na notatki, opisy, zdjęcia, schowkami na wakacyjne pamiątki.


Project Life, album ze zdjęciami z wakacjiAlbum z miejscem na opisy, scrapbooking

Zdjęcia będą stanowiły główny element, przewidziałam dla nich dużo miejsca. Zarówno w postaci pełnowymiarowych stron, jak i mniejszych stron o wymiarach tylko nieco większych od wymiarów zdjęć. Troszkę schowków w postaci kopert i kieszonek.

Pamiętnik z wkacji, scrapbookingScrapbooking, album ręcznie robiony




Project Life, album

Project Life

Zrobiłam go w dwa wieczory z różnorodnych papierów, resztek, z wszystkiego co miałam pod ręką. Przygotowałam też różne dodatki, które zabrałam na wakacje. Urlop jeszcze trwa, a pamiętnik jest uzupełniany codzienne o nowe wpisy. Zdjęcia wkleję dopiero po powrocie do domu.

Dzięki takiemu rozwiązaniu nie muszę robić osobnego albumu z wakacji, różne drobiazgi, które dało się wkleić lub schować w kieszonkach i kopertach są zgromadzone w jednym miejscu i nigdzie nie przepadną, a do tego wpisy niemal z każdego dnia uzupełniają całość.

Polecam, świetna zabawa i ładna pamiątka.

A przy okazji znacie sposób na zjedzenie obiadu w restauracji w towarzystwie malucha, uczącego się chodzić, który ma zły humor z powodu rosnących ząbków?
Ja mam taki:
- garść zabawek, najlepiej takich, które dają do myślenia :)
- chrupki, paluszki lub coś w tym stylu
a i tak, kończy się na wykonaniu kilkusetmetrowego spaceru w kierunku nieokreślonym, usuwaniu z zasięgu rączek pociechy sztućców, szklanek, obrusów i innych dosyć wrażliwych elementów wyposażenia, w trakcie tych czynności lepiej nie dostrzegać piorunujących spojrzeń obsługi. Można próbować pacyfikacji w wózku, lub w dostępnym foteliku, najlepiej na przemian w odstępach kilku sekundowych. Jak już na stole pojawią się dania..., sprawa się komplikuje do obiadu potrzebne są dwie ręce. Jak jeszcze zostało trochę chrupek dla malca, to można szybko zjeść kilka kęsów, gorzej jak jedzenie jest bardzo gorące..., oparzenia jamy ustnej murowane. Jak kelner nieopacznie zostawił menu, można go wręczyć latorośli, niech sobie obejrzy, o ile jest w miarę odporne na rozrywanie i ugryzienia. Oczywiście zły humor objawia się między innymi także dosyć głośnymi protestami i rozrzucaniem wszystkiego wokół. Na szczęście zęby kiedyś wyrosną...
Trudno się dziwić, że potem słyszy się o nowym trendzie - knajpach z zakazem wstępu dzieci ;).

Można też zostać w domu, ale po co... ostatecznie wszyscy się dobrze bawią :). Tylko czy ktoś pamięta co było na obiad?



4 komentarze:

  1. Trzeba tez uwazac, zeby reka rodzica, ktora chwilowo robi za latwodostepny gryzak, nie zostala, w ramach cwiczen, odgryziona ;P

    OdpowiedzUsuń
  2. Całe wakacje pracowałam z dziećmi, ale wypad z malcem do restauracji to dla mnie za wiele xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, to ciekawe doświadczenie. Bujałaś kiedyś lampą w knajpie? Z maluchem możesz robić niezwykłe rzeczy :-).

      Usuń
  3. Dosia, to na szczęście nam się nie zdarza. W sumie nie wiem czy już, czy może jeszcze nie :-).

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za czas poświęcony moim wpisom. Miło mi będzie gdy zostawisz swój komentarz.