3 sty 2013

Historia zapiśnika dziewiarki

Skoro moja siostra ujawniła prezenty, które dla niej przygotowałam. Napiszę kilka słów o powstawaniu zapiśnika, celem ostrzeżenia. Ponieważ był to mój pierwszy zapiśnik, nie licząc tego, który robiłam równocześnie dla siebie celem uniknięcia błędów w tym przeznaczonym na prezent, nie miałam najmniejszego zamiaru inwestować znacznej gotówki w zakup bindownicy. Było dla mnie oczywiste, że taką usługę zrealizuje dla mnie pierwszy lepszy zakład... i tu się przeliczyłam. Na ziemi kłodzkiej w mniejszych punktach ksero patrzyli na mnie trochę jak na wariatkę, gdy pytałam o bindowanie z użyciem metalowych grzbietów. Gdy już znalazłam punkt, w którym mieli odpowiednią maszynę okazało się, że nie mają grzbietów by zbindować ok. 100 kartek. A dlaczego, ponieważ się nie opłaca takowych mieć. Zaproponowałam, że sama kupie taki grzbiet. Jednak okazało się, że grzbiety w sklepach craftowych mają skok 2:1, a profesjonalna bindownica w punkcie ksero 3:1. Musiałabym kupić więc profesjonalne grzbiety w liczbie 1000 sztuk za ok. kilkadziesiąt złotych (których to w tej cenie nie opłaca się posiadać panu w punkcie ksero). Mnie natomiast nie opłacało się dysponować 999 sztukami grzbietów, nawet gdybym chciała przerobić je na ozdoby choinkowe, to i tak trochę dużo.
W desperacji zwiększyłam krąg poszukiwań z 40 km do 140 km. Ale we Wrocławiu też się nie opłacało, mieć tak grubych grzbietów, ale ok. 50 kartek już udałoby się zbindować. Niestety Święta zbliżały się nieubłaganie, a nikt normalny w Wigilię nie ma otwartego punktu introligatorskiego, a tylko w tym terminie mogłam odwiedzić stolicę Dolnego Śląska. Ostatnią deską ratunku okazała się być moja nitownica i szybka decyzja, że zapiśnik połączę kółkami, które w ekspresowym tempie wysłał do mnie Pan ze scrap.com.pl. I tak zapiśnik został ostatecznie skończony.




2 komentarze:

  1. Uśmiałam się do łez z tej historii. Ale zapiśnik niczego sobie. Nie ma to, jak tradycyjne formy zapisywania danych ;)))
    W komputerze może przecież wszystko zginąć:)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. W komputerze zwykle wszystko ginie, dlatego niektórzy obsesyjnie ukrywają w różnych miejscach dyski zewnętrzne z danymi. A my mamy ładne zapiśniki, które działają bez prądu, są odporne na wirusy, i do których można wklejać metki, znacznie szybciej niż w komputerze ;-).

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za czas poświęcony moim wpisom. Miło mi będzie gdy zostawisz swój komentarz.